O matko! Za dużo tych myśli. Dlaczego ciągle coś staje na drodze do pełni szczęścia. Zawsze muszą być jakieś zmartwienia, problemy i w ogóle. Dlaczego tyle myśli krąży mi w głowie.
Jeszcze wczorajsze to pytanie na asku, "czy boję się związków heteroseksualnych?"
Nie wiem już sama, ale przez nie stwierdzam, że coś musi być. Chciała bym mieć chłopaka, ale jak już z jakimś piszę, rozmawiam to jeszcze jest spoko. Ale jak już zaczyna być coś na rzeczy to robię się jak żółw który chowa się w swoja skorupkę i próbuje się schować przed całym światem. Tak boję się, jeżeli miała bym czegoś doświadczyć, ale i z drugiej strony tak bardzo bym chciała czegoś takiego doznać.
